Myśli ulatują jak puch z kwitnących topoli.
Nic nie wiem, nic nie pamiętam, nic nie czuję, nic nie rozumiem... jestem nikim.
Kiedy moja głowa jest pusta, a dusza bez czucia - to jestem, ale tak jakby mnie nie było.
Nic już nie wiem, niczego nie ma, nie było i nie będzie.
Umysł wysuszony na wiór - jak popiół rozsypany na cztery wiatry.
Ten niebyt mnie nie dziwi. Ale przeraża, gdyż widzę i czuję jak bardzo nie ma nic. I jak bardzo nie ma mnie.
Kim jestem jeśli nie strumieniem uczuć, doznań zmysłowych, przeżyć duchowych i myśli? Kim jestem dla innych gdy nie ma już niczego z tych wyznaczników bycia? Kukłą, bezrozumnym chochołem, co tańczy bezmyślnie, powtarzając te same, wydeptane ścieżki walca lub polki?
W zasadzie nic nie jest realne.
Oprócz tego chocholego tańca.
Aż wiatry się kończą, wychodzi tęcza, robi się pięknie i człowiek jak kwiat na wiosnę - odżywa i staje się realny.
A myśli wracają do głowy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz