Zło to moje drugie imię, zaraz po pierwszym - rozsądku. Dobro próbuje przebijać się do świadomości korzystając z chwil, kiedy ego składa swoje kolorowe piórka. Miłosierdzie jest dla mnie zawsze po moim własnym interesie. Hojność zawsze ustępuje zachłanności, a okrucieństwo nie daje dojść do głosu łagodności.
Zło, które mieszka we mnie przedstawia się jako piękna bogini, przystojny poeta, cudowna muzyka. Zło lśni, błyszczy, olśniewa, zachwyca. Zło we mnie brzmi i smakuje jak najlepsze wino i najwznioślejsza organowa msza...
Zło i wszystkie moje demony paradują w korowodzie kwiatów i kiści winogron, zabijając wszystko, co porządne i uczciwe na swojej drodze. Nie umiem już odróżnić prawdy od kłamstwa i nocy od dnia. To jest chyba właśnie czyściec - męki usiłowania, by odróżnić to, co zapewni życie wieczne w niebie od tego, co strąci po wsze czasy w ogień.
Nic mnie nie przygotowało na walkę zła z dobrem, która trwa we mnie trawiąc myśli i emocje. Nie rozumiem znaczenia tych skrajności, ich przeznaczenia i celu.
Czy i Ty staczasz tę walkę? Czy i Ty czujesz się przegrany?
Miłość i nienawiść świętują zaślubiny w świątyni mojego umysłu zostawiając mnie zdumioną przy ołtarzu, na którym dogorywa mój zdrowy rozsądek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz