niedziela, 12 kwietnia 2026

Jak uciec?



Kiedy jestem sama, sama, sama... taka dawka samotności jest nie do wytrzymania. Póki mam siły - rozpraszam ciszę hałasem niby pożyczecznych działań. Kiedy nie mam siły, nie odpoczywam. Cierpię. Bo ból duszy nie pozwala odpocząć. On ciągle tam jest. Choć uciekam wewnętrzna czarna dziura czyha, zawsze głęboka i zawsze bezlitosna. Czepiam się myśli, które nie mają sensu, nie mają treści, są tak samo puste jak moje życie. Moje palce są zimne jakby kostucha juz ich dotykała, już się do nich zbliżała. Nie mam żadnego punktu zaczepienia, nie mam nic, nie mam siebie.

Kiedy jestem sama nie znam żadnego celu, do którego mogę dążyć. Gdy jestem sama nie ma mnie. Gdy jestem sama jestem nikim. Nie rozumiem dlaczego nie mogę zyskać spokoju. Nie wiem jak inni po prostu są. A mnie po prostu nie ma. Będąc samą nie jestem dla nikogo czymś. Jestem niczym.

Moje demony trzymają mnie swoimi oślizgłymi mackami. Nie dają spokoju. Wciąż przypominają o sobie. Bardziej lub mniej przyczajone. Wysysają ze mnie duszę, która jest i tak już tylko cieniem.

Próbuję od nich uciec, ale one pętają mi kostki, trzymają za szyję. Duszą. Nie mam powietrza. Chcę na łąkę, gdzie mnie nie znajdą. Chcę nad morze, gdzie wiatr zagłusza ich upiorne jęki. Chcę do chłodnej piwnicy z dala od wszystkiego, co zaburza mój spokój. Chcę spać i nie musieć myśleć.

Jak uciec od rozpaczy? Choćbym tańczyła codziennie, wypijała dwie butelki wytrawnego wina, choćbym biegała boso pijana i szalona - kiedy padam one już tu są. Już znów je czuję - dręczące upiory winy, nienawiści i bezradności. Kiedy padam i znów jestem sama - znów nie ma mnie, znów jestem nikim, znów nie widzę drogi przed sobą, drogi za sobą. Znów słyszę tylko głos rezygnacji i beznadziejności - gorzki śmiech diabła.

piątek, 6 lutego 2026

Gdy nie mogę spać




Gdy nie mogę spać boję się zasnąć. Nie umiem zaufać ciszy, pogrążenie się we śnie to ryzyko odpuszczenia kontroli. A co, jeśli się nie obudzę? Co jeśli zapomnę kim jestem i co jest dla mnie ważne? Co jeśli kolejny sen zachwieje moje poczucie wewnętrznej integralności i zespojenia z rzeczywistością?

Objęcia Morfeusza wydają mi się mało apetyczne, nie mam ochoty na ten uścisk. Łóżko madejowe oferuje tortury nieprzychodzącego snu i długiej, głuchej nocy.

Słucham muzyki wciąż i wciąż. Nie mogę jej wyłączyć, to jedyny towarzysz. Nie chcę jutra. Już dość mam tych wczoraj, tych dni nieodróżnialnych, bezsensownych, szybko przemijających. Mam ochotę zatrzymać czas i tak trwać, nie myśląc o niczym, co zasieje cień wątpliwości. Tkwić tak w zawieszeniu i odpoczywać od ciągłego biegu.

Nie rozumiem świata, a tym bardziej ludzi. Nie rozumiem siebie. Nic nie rozumiem. Dlatego chcę tak trwać w tej nocy, długiej i nudnej jak koszmarna wieczność.

Dlaczego coś jest lepsze, niż coś? Nie powinnam zadawać sobie tego pytania. Bo odpowiedzi jest wiele i się nawzajem wykluczają. I wtedy ja tym bardziej nie wiem, o co chodzi. Nie mam żadnych odpowiedzi na którykolwiek z problemów.

Część mojego mózgu zasypia, ale druga część wciąż czuwa jak pies wartownik, w oczekiwaniu na zło wydobywające się z kłębów ciemności. 

Nie umiem kontrolować myśli, które nie mają sensu ani żadnego znaczenia. Podobnie jak uczucia. Podobnie jak mała ja i moje małe życie. Moje ego nie ma żadnej racji bytu. Choć jest, to właściwie nie ma wartości.

Chcę spać jak zwierzę, żyć jak zwierzę. Zwierzę zwykle cierpi, ale raczej o tym nie myśli. Po prostu żyje dalej lub umiera. Jak wszystko. Są miliardy takich zwierząt oraz miliardy ludzi, którzy nie mogą spokojnie spać. Po co to tak jest? Po co mi świadomość? Czy to kara za pierworodny grzech, którego nie popełniłam?

Więc świadoma małości praojców i małości własnej siedzę w fotelu, słucham muzyki i drżę przed porankiem, który przyjdzie zbyt szybko, zbyt intensywnie, zbytecznie.


sobota, 20 grudnia 2025

O matołach



Diagnoza schizofrenia paranoidalna. Lub zaburzenie schizoafektywne. I już wiesz, że masz przesrane jak w ruskim czołgu.

Nie dlatego, że całe życie będziesz musiała brać świństwa, od których spuchniesz, będziesz miała niewydolną duszę i ospałe, obolałe ciało.

I nie dlatego, że mimo leków paskudne objawy będą wracały i raz po raz wylądujesz gdzieś w miejscu, w którym raczej nie masz ochoty spędzać czasu. Gdzie śmierdzi, wszystko ginie i czas zatrzymuje się a absurd i komizm prowadzą tylko do cynizmu i stępienia jakiejkolwiek wrażliwości na drugiego człowieka.

Diagnoza choroby psychicznej prowadzi do tego, że ludzie wokół Ciebie nie reagują na Ciebie poważnie. Nie zgadzasz się - zwariowałaś. Okazujesz emocje - jesteś zaburzona. Masz swoje zdanie - przyjmowane jest to z oślizgłymi uśmieszkami politowania.

Nikt tak nie musi walczyć o godność jak człowiek chory psychicznie. Bo ludzie czują się upoważnieni do oceny Twoich kompetencji intelektualnych według własnego kiepskiego pojęcia o tym, kim jest człowiek chory psychicznie.

Więc słyszysz, że jesteś taka biedna, chora, nieporadna. Że nie wiesz, co robisz, a wszystko, co myślisz jest wynikiem tego, co sugerują inni. Przecież ty mała głupiutka chora Zuzanko sobie sama nie poradzisz. W tym małym móżdżku nie ma nic, ach nic.

Albo słyszysz, że skoro raz: jesteś chora psychicznie i dwa: obstajesz przyswojej ocenie ludzi - sprzecznej z oceną interlokutora - musisz być albo psychopatką albo osobą niepoczytalną.

Bo wszyscy wokół Ciebie czują się mądrzejsi. Czują się lepsi. 

A Ty tak na nich patrzysz i myślisz: Chryste co za matoły. 

A potem myślisz znowu o tym, że ludzie to piekło i ze niestety nic na to nie poradzisz, bo każdy myśli i mówi co chce, nie masz na to wpływu.

Za to masz wpływ na siebie. Dlatego myślisz i mówisz podobnie jak oni - to, co Ci się żywnie podoba.

niedziela, 30 listopada 2025

Dojrzałe banany są najsłodsze



Kobieta to dziwna istota. Gdy jest młoda jest ładna, słaba i łatwowierna. Gdy jest dorosła, musi być kobietą i mężczyzną, być silna, zwinna, mądra i walczyć o przetrwanie. Kiedy jest dojrzała...

Kiedy jest dojrzała nie poznaje swojego ciała. Nie poznaje też swojej duszy i wyrazu oczu. I zmarszczek. Nie poznaje świata, który ją otacza. I jeśli nie czuje się nikomu potrzebna, na siłę musi znaleźć powody i wartości. Na siłę musi znaleźć w sobie atrakcyjność i dobro.

Ciężko się przekonać, że jeszcze jest się kimś, gdy dzieci już nie ma albo nigdy ich nie było. Gdy zaczyna się czuć jak powietrze w towarzystwie mężczyzn, kiedy dorośli ludzie budzą instynkty opiekuńcze i czułość. Bo to dzieci.

Zastanawiam się, co będzie za kolejne 20 lat? Tylko ból, słabość, kruchość i zimno? Rezygnacja? Zagubienie? Zgorzknienie? Zawiść? Złość?

Kobieta podobno starzeje się jak wino. I dojrzałe banany są podobno najsłodsze. Jednak gdy świat wokół jest obcy, podobnie jak odbicie w lustrze - cierpkie wino i cierpkie porzeczki bardziej przystoją.

Kobieta dojrzała może być tylko tyle i tylko tym, na co sobie pozwoli i na co pozwolą inni. Bo sama z siebie - nie wiem. Chyba nie jest już specjalnie człowiekiem.


sobota, 8 listopada 2025

Young Lust


Young Lust to tytuł jednego z kawałków na płycie Aerosmith Pump. Młoda żądza w ujęciu rockowym. Adekwatnie. Jednak tytuł tego wpisu jest nieco click bait'owy. Nie będę bowiem pisała o żądzy cielesnej, lecz o namiętnym drivie młodych ludzi, drapieżnej chciwości wszystkiego tego, co życie może zaoferować. O tym drivie, którego my szpetni czterdziestoletni raczej nie mamy już w sobie.

Młodość oznacza zwykle głupotę, ale także sporo zasobów fizycznych. Brak wyobraźni związany z niedostatecznym bagażem doświadczeń pozwala na ryzykanctwo i próby realizacji śmiałych marzeń, młodzieńczych fantazji. Niektórzy młodzi wierzą w miłość, inni w zabawę, jeszcze inni w swoje partykularne pasje. Oczywistym napędem jest dobrobyt finansowy, seks oraz imprezowanie, szalenie tak długo i tak mocno jak się da. Młodość podejmuje przedsięwzięcia nie zważając na konsekwencje oraz zobowiąznia, których kosztów nie zna i nie potrafi przewidzieć.

Młode małżeństwa, długi, nałogi, dzieci, pierwsze prace, wyjazdy, nabazgrane obrazy, zagrana muzyka do weselnego kotleta, pisanie do szuflady lub publikacje na Amazonie. Któż z nas nie miał tych pierwszych wzlotów. I kto nie zaliczył upadku ryjem centralnie na glebę? Young Lust kończy się poharatanym sercem, duszą, ciałem i niewypłacalnością. Dla wielu.

Bądźmy szczerzy, po tym wszystkim i jeszcze kawałek później nie bardzo chce się już robić cokolwiek. Jak więc sprawić, by do dojrzałych projektów rosły nam skrzydła jak wtedy, gdy mieliśmy po 20 lat? Nie da się odzobaczyć tego, co się zobaczyło. I zapomnieć lekcji życia. Nie ma powrotu do głupiej niewinności. Zeżarliśmy już to jabłko poznania złego i dobrego. Nie marzymy o raju, który zamknął się szczelnie za nami.

To co możemy dla siebie uczynić, to pójść tam, gdzie chcemy, z kim chcemy i dlatego, że chcemy. Wiemy, że świat to rózne stopnie szarości i każdy nasz wybór niesie plusy i minusy. Nie da się żyć i nie wyrządzać krzywdy. Więc lepiej od razu to zaakceptować i cieszyć się życiem.

Szpetni czterdziestoletni nie mamy wiary, nie mamy złudzeń, ale jeszcze żyjemy, szkoda zatem wegetować. Dlatego nieco z rozsądku, nieco wiedzeni nadzieją wykonujemy skok  wir zdarzeń, pijemy wino zapomnienia i przywołujemy boga Iggiego Pop. Odzyskujemy swój Lust for Life!



sobota, 1 listopada 2025

Sucha kostucha



 "Sucha kostucha ta miss Wykidajło

Wyłączy nam prąd w środku dnia".

Każdy Polak zna te 2 wersy.

Maryla Rodowicz "Niech Żyje Bal".

Tekst Agnieszka Osiecka.

Agnieszka Osiecka była ulubioną autorką tekstów piosenek mojej Mamy. Mama nie żyje od 18 lat.

Nie lubię chodzić na jej grób, gdzie leży obok swojego męża, mojego Ojca. Czuję, jak sklepienie Nieuniknionego spada na moje barki za każdym razem, gdy jetem na cmentarzu, tam gdzie są pochowani.

Tak samo ciężko jest mi mysleć o tym, że ich nie ma, jak wtedy, kiedy po kolei odchodzili - najpierw Tata, potem Mama, 4 i pół roku po nim.

Śmierć jest dziwna. Jest nieodłączną częścią życia, każdy z nas ma bilet w jedną stronę. Jednak ostateczność, powaga umierania jest trudna do zniesienia. Nawet do wyobrażenia.

Zawsze uważałam, że łatwiej jest odejść, niż żegnać.

Zawsze uważałam, że lepiej odejść, niż czuć wyrwę w swoim świecie, zimną, pustą jak oczodół nieboszczyka.

Płomyk świecy, metafora życia, nie odda mi moich zmarłych bliskich.

Masza Święta w intencji Umarłych nie sprawi, że powitam ich znowu w swoich progach.

Kwiaty i wiązanki złożone na grobach nie przywrócą radości i nadziei. Są kuriozalne jak wszystkie pogańskie obrzędy.

Wiara pomaga, oczywiście. Świętych obcowanie, powrót dusz do Boga, wieczny odpoczynek i Światłość Wiekuista. Wiara to jednak wiara, czasem na przekór lękowi i cierpieniu.

Poza tym, czy Mama jako dusza, która dołączyła do Królestwa to jeszcze  moja Mama? I czy ja dostąpię kiedykolwiek łaski zbawienia i zjednoczenia z bliskimi, którzy odeszli przede mną?

Jedyne, co mogę zrobić, to włączyć Osiecką i zobaczyć w pięknych piosenkach twarz Matki.



sobota, 25 października 2025

Rozbite w proch kryształowe lustro



Nie wiem czy ktokolwiek wie, kim jestem. Często nawet ja tego nie wiem. Nawet ja znam tylko urywki mnie. Tylko tyle wiemy o sobie samych i o innych, ile zostało wypowiedziane, zanotowane, udokumentowane, uświadomione.

Istnieje jednak jakaś prawda może nie absolutna, ale konkretna i niezaprzeczalna, dotycząca tego, kim jesteśmy jako część społeczeństwa. Nasze pochodzenie, wykształcenie, praca, osiągnięcia, wady i zalety. Nasze zwyczaje i opinie o nas.

Ale bach!

Wszystko to można roztłuc

w drobniutki mak!

Gdy stajemy w obliczu szargania naszej reputacji, plotek, mobbingu, zniesławienia, niszczenia naszego dorobku - cóż możemy zrobić?

Możemy walczyć.

Możemy posiadać środki na to, by wyciągnąć z winnych konsekwencje prawne i pieniężne.

Możemy jednak nie mieć takich środków.

Można wtedy żyć spokojnie w swoim kącie, ale ze świadomością tego, że inni widzą nie nas, tylko kogoś całkiem innego.

I wtedy wiecie, trzeba mieć to gdzieś. I nikomu nigdy nie próbować udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Bo to nic nie zmieni.