Droga do akceptacji siebie i świata jest drogą dla jednych łatwiejszą, dla innych trudniejszą, ale z pewnością dającą nam niespotykaną więź z otoczeniem i otwierającą nam oczy na wiele aspektów rzeczywistości. Moja droga do pogodzenia się ze sobą i wyciszania buntu wobec innych przypomina zrzucanie kolejnych warstw skóry przez gada. Czasami mam momenty gdy wydaje mi się, że zawsze będą krytyczna i złośliwa, agresywna i roszczeniowa. Pomyślałam jednak ostatnio, że do pogodzenia się ze sobą i światem pomaga dostrzeganie piękna i dobra - i tu i tu. Uważam, ze mimo wszystkich moich przywar, posiadam dużą zdolność dostrzegania piękna, delikatności, finezji. Cenię tę swoją cechę i cieszę się, że czyni mnie ona mniej zadufaną w sobie. Podobieństwa między ludźmi czynią mnie częścią większej wspólnoty, nie jestem wielkim rozkapryszonym ego, uważającym się za pępek świata - jestem jego częścią nie więcej, ale i nie mniej uprawnioną do bycia w świecie, niż inni.
Piękno, dobro, finezja - wierzę w to, że najwięcej tego jest tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy. Każdy z nas ma swoją historię - to banał, ale każdy z nas ma udział w finezji, delikatności, pięknie. Dostrzeganie tych przebłysków boskości u siebie i u innych ludzi czyni nas silnymi, gotowymi na miłość, optymistycznymi, skłonnymi do dawania. Chcesz miłości? Znajdź ją sobie, wyszukaj, wyszperaj, wykop. Nie bądźmy bierni. Bądźmy czynni i pełni pokory. I pamiętajmy, ze pokora, to nie poczucie niższości. To akceptacja siebie w świecie stworzeń - nie mniejszego, ale i nie większego od innych.
Jestem piękna - równie piękna jak inni.
Jestem dobra - równie dobra, jak inni.
Jestem mądra - równie mądra jak inni.
Jestem równie śmiertelna i przemijam jak inni.
Jestem.....
a potem...
NIC
piątek, 15 czerwca 2018
sobota, 2 czerwca 2018
Tęcza po deszczu?
Co zwiastuje tęcza po czerwcowej ulewie? Słonce? Kolejną burzę? Czyste powietrze? Kolejną tęczę?Znowu słońce i znowu burzę?
Życie jest nudne jak flaki z olejem, maszeruję od jednej powinności do drugiej, z rzadka spoglądając w słoneczne lub zachmurzone niebo. Myślę tylko o sobie, o swoich sprawach, swojej rodzinie, swoich znajomych, swojej pracy, swoim szczurzym terrarium. Zatrzymać się na chwilę? nic to nie da. Zapadnę się wtedy w bagnisko niemocy. Lepiej już wprzęgnąć się w kierat i nigdy nie myśleć, nie czuć, nie wątpić. Śmierć nastaje po narodzinach, wszystko przysypie udeptany piach...
Miałeś chamie złoty róg. Róg zgubiłeś, może Ci ukradli, upili, zgwałcili, pobili, zabrali złoty instrument, w zamian dając fajkę w zęby i kieliszek czystej w usta.
Jesteśmy szczurami na naszej pięknej planecie, które zjadają siebie nawzajem i zasoby Ziemi. Nasz pobyt tu nie ma sensu. Błękitna Matka zrzuci nas z siebie jak pasożyta. I nic po nas nie pozostanie. Nawet Amen.
Życie jest nudne jak flaki z olejem, maszeruję od jednej powinności do drugiej, z rzadka spoglądając w słoneczne lub zachmurzone niebo. Myślę tylko o sobie, o swoich sprawach, swojej rodzinie, swoich znajomych, swojej pracy, swoim szczurzym terrarium. Zatrzymać się na chwilę? nic to nie da. Zapadnę się wtedy w bagnisko niemocy. Lepiej już wprzęgnąć się w kierat i nigdy nie myśleć, nie czuć, nie wątpić. Śmierć nastaje po narodzinach, wszystko przysypie udeptany piach...
Miałeś chamie złoty róg. Róg zgubiłeś, może Ci ukradli, upili, zgwałcili, pobili, zabrali złoty instrument, w zamian dając fajkę w zęby i kieliszek czystej w usta.
Jesteśmy szczurami na naszej pięknej planecie, które zjadają siebie nawzajem i zasoby Ziemi. Nasz pobyt tu nie ma sensu. Błękitna Matka zrzuci nas z siebie jak pasożyta. I nic po nas nie pozostanie. Nawet Amen.
piątek, 16 lutego 2018
Co to za ja?
Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?
Nie wiem jak Wy... ja nie wiem.
Dryfuję, unoszę się na falach przyboju. Przybijam do pięknej Tahitańskiej plaży- i co?
Czekają tam na mnie piękni nadzy chłopcy, których będę malować?
Życie to tajemnica, jedyne co mogę, to wsłuchać się w swoje ciało, puls, rytm uderzeń serca, głos trzewi. Nie wiem czy zaprowadzę się tam, dokąd chcę iść. Ale wiem, że nie chcę iść sama - zostawiając siebie za sobą!
Nie wiem jak Wy... ja nie wiem.
Dryfuję, unoszę się na falach przyboju. Przybijam do pięknej Tahitańskiej plaży- i co?
Czekają tam na mnie piękni nadzy chłopcy, których będę malować?
Życie to tajemnica, jedyne co mogę, to wsłuchać się w swoje ciało, puls, rytm uderzeń serca, głos trzewi. Nie wiem czy zaprowadzę się tam, dokąd chcę iść. Ale wiem, że nie chcę iść sama - zostawiając siebie za sobą!
wtorek, 3 października 2017
Co jeśli miłości nie będzie?
To jeden z moich największych lęków. Brak miłości, brak bliskich, brak ciepła, samotność... I nie chodzi mi tylko o miłość do partnera. Nie wierzę w bóstwa, ale wierzę, że istnieją w życiu ludzkim wartości, dla których warto. Warto się nie poddawać, warto próbować, warto działać, warto chcieć, warto cierpieć, warto się uśmiechać. Miłość to jedna z naczelnych idei, które są dla mnie istotne. Bez miłości moje życie byłoby ciężkie do wytrzymania. Chcę dodać, że bycie kochaną jest dla mnie równie ważne, jak kochanie innych. Obecnie mam w życiu dużo miłości. Bywały jednak czasy, że zdawało mi się, że żyję na pustyni. Przeraża mnie to. Przeraża, że może się powtórzyć...
Jak sobie radzić z samotnością? Na pewno inwestując swoje uczucia. W innych ludzi? Na pewno. Przygotuj się jednak na to, że dwadzieścia razy oddasz serce i dziewiętnaście dostaniesz "kopa w dupę". Przyjaźń, miłość, uczciwość, odwaga cywilna - to rzadkie klejnoty. Warto jednak pielęgnować otwartość serca i dążenie za jego głosem. To moja filozofia. Pewnie głupia, pewnie straceńcza, ale moja.
Zawsze warto inwestować swoją miłość w zwierzęta. One ją prawie zawsze odwzajemnią. Nie ma nic cudowniejszego niż wierność i oddanie w ich oczach.
Inwestuję też w piękno i kunszt. W dziełach sztuki, poezji, muzyce, literaturze - zamknięte są pokłady ciepła, uczucia, wrażliwości, które włożyli w nie autorzy. Pasja dla cudów kultury ludzkiej to w zasadzie miłość do tego, co w ludziach wielkie.
Co jeśli będę bez miłości? Czy potrafię kochać siebie dość, by dawać miłość innym? Czy dostanę ciepło z powrotem? Może czarna noc nigdy się nie skończy? Co będę czuła, gdy miłość się skończy? Nie wiem. Dopóki są we mnie pokłady życia, są też pokłady miłości. Oby zawsze był ktoś, kto mówi mi: "kocham Cię!"
Jak sobie radzić z samotnością? Na pewno inwestując swoje uczucia. W innych ludzi? Na pewno. Przygotuj się jednak na to, że dwadzieścia razy oddasz serce i dziewiętnaście dostaniesz "kopa w dupę". Przyjaźń, miłość, uczciwość, odwaga cywilna - to rzadkie klejnoty. Warto jednak pielęgnować otwartość serca i dążenie za jego głosem. To moja filozofia. Pewnie głupia, pewnie straceńcza, ale moja.
Zawsze warto inwestować swoją miłość w zwierzęta. One ją prawie zawsze odwzajemnią. Nie ma nic cudowniejszego niż wierność i oddanie w ich oczach.
Inwestuję też w piękno i kunszt. W dziełach sztuki, poezji, muzyce, literaturze - zamknięte są pokłady ciepła, uczucia, wrażliwości, które włożyli w nie autorzy. Pasja dla cudów kultury ludzkiej to w zasadzie miłość do tego, co w ludziach wielkie.
Co jeśli będę bez miłości? Czy potrafię kochać siebie dość, by dawać miłość innym? Czy dostanę ciepło z powrotem? Może czarna noc nigdy się nie skończy? Co będę czuła, gdy miłość się skończy? Nie wiem. Dopóki są we mnie pokłady życia, są też pokłady miłości. Oby zawsze był ktoś, kto mówi mi: "kocham Cię!"
czwartek, 21 września 2017
Na swoim miejscu
Większość życia przeżyłam nieświadomie walcząc ze sobą, narzucając sobie rzeczy, których w istocie nie chciałam i chowając się przed samą sobą, i światem. Nie rozumiałam, że akceptacja polega na odpuszczeniu, wyluzowaniu, zaufaniu i sympatii. Nie wyklucza to ambicji i chęci zmian - muszą one jednak wynikać z prawdziwych potrzeb, głębokiego przekonania, nie z mody, czy fantastycznych wyobrażeń na temat tego, co może jest dobre, bo ładnie wygląda.
Wróciłam do siebie, wróciłam na miejsce, a kontakt i dbałość o ciało odgrywają w poczuciu wewnętrznej jedności niezwykłą rolę. Tak dużo napięć pojawia się w moim kręgosłupie. Odcinki piersiowy i szyjny czasem "poddają się" a ja poddańczym gestem opuszczam głowę. Napięcie siedzi w krzyżu. Wokół głowy zaciska się obręcz, która mówi: mam dość.
Nie ignoruję już tych sygnałów. Zmęczenie oznacza konieczność odpoczynku, głód konieczność jedzenia, ból kręgosłupa - wzmocnienia i rozciągnięcia mięśni, ból głowy - śmiechu, relaksu, dotlenia, spaceru, odejścia od ekranu komputera.
Lubię siebie chociaż tak, jak lubią mnie moi bliscy. Rozpieszczam się książkami, jogą, spacerami, smacznym jedzeniem, towarzystwem przyjaciół, miłością i pięknem, które mnie otaczają.
Nie chcę innej siebie. Chcę siebie. A moje pożądanie jest szczere i pełne ognia. Miłość do siebie i namiętność do świata - tylko tak chcę żyć.
Wróciłam do siebie, wróciłam na miejsce, a kontakt i dbałość o ciało odgrywają w poczuciu wewnętrznej jedności niezwykłą rolę. Tak dużo napięć pojawia się w moim kręgosłupie. Odcinki piersiowy i szyjny czasem "poddają się" a ja poddańczym gestem opuszczam głowę. Napięcie siedzi w krzyżu. Wokół głowy zaciska się obręcz, która mówi: mam dość.
Nie ignoruję już tych sygnałów. Zmęczenie oznacza konieczność odpoczynku, głód konieczność jedzenia, ból kręgosłupa - wzmocnienia i rozciągnięcia mięśni, ból głowy - śmiechu, relaksu, dotlenia, spaceru, odejścia od ekranu komputera.
Lubię siebie chociaż tak, jak lubią mnie moi bliscy. Rozpieszczam się książkami, jogą, spacerami, smacznym jedzeniem, towarzystwem przyjaciół, miłością i pięknem, które mnie otaczają.
Nie chcę innej siebie. Chcę siebie. A moje pożądanie jest szczere i pełne ognia. Miłość do siebie i namiętność do świata - tylko tak chcę żyć.
poniedziałek, 11 września 2017
Co widzę w lustrze?
W lustrze widzę dorosłą kobietę. Widzę ją także w codziennych zajęciach, powinnościach, w znajomych. Czy kiedyś moje wnętrze będzie odpowiadać tej dorosłości, jakiej się ode mnie oczekuje? Czy spoważnieję, utracę poczucie humoru i lekkość ducha, uśmiech, nadzieję i głupotę?
Uważam, że z dorosłością jest jak z wiedzą. Wybitny człowiek dobrze rozumie trudne zagadnienie, jeśli umie je w prosty sposób przedstawić każdemu. Podobnie jest z powagą lat. Doroślejemy, rozwijamy się nabierając coraz to nowych cech, przemyśleń i doświadczeń, żłobiąc kolejne koleiny swojej osobowości. Jednak jesteśmy naprawdę dojrzali, jeśli po drodze nie gubimy siebie - nie gubimy dziecka, nastolatki, młodej kobiety, naiwnej początkującej pracownicy. Wyobrażam sobie siebie siedemdziesięcioletnią, potrafiącą śmiać i luzować się jak dziecko, wygłupiać jak szalona małolata, a jednocześnie rozumieć tych, którzy przechodzą przez kolejne stadia życia. Ideał dojrzałego człowieka to ten, kto zachowuje świeżość, ale i powagę. I dzięki temu ma wokół siebie różnych ludzi w różnym wieku.
Lustro pokazuje mi dorosłą osobę. Nie chodzi tu jednak o zmarszczki i inne zmiany w ciele. Pokazuje, że czas mija, a z nim zmieniam się, rozwijam, zawsze jestem o krok za tym, czego życie ode mnie wymaga. Wciąż improwizuję, wciąż nie umiem tego, co powinnam. I niech Potęga Posępnego Czerepu broni mnie przed tym, abym kiedykolwiek uznała, że wiem wszystko, wszystko przeżyłam i jestem nieomylna. To śmierć za życia spowodowana przez butę i głupotę. To nie jest dojrzałość. To tępota. Brońmy się przed tym jak możemy. Dojrzewajmy w słońcu. W ciemnej piwnicy nie ma życia. Są tylko duchy i pajęczyny.
Uważam, że z dorosłością jest jak z wiedzą. Wybitny człowiek dobrze rozumie trudne zagadnienie, jeśli umie je w prosty sposób przedstawić każdemu. Podobnie jest z powagą lat. Doroślejemy, rozwijamy się nabierając coraz to nowych cech, przemyśleń i doświadczeń, żłobiąc kolejne koleiny swojej osobowości. Jednak jesteśmy naprawdę dojrzali, jeśli po drodze nie gubimy siebie - nie gubimy dziecka, nastolatki, młodej kobiety, naiwnej początkującej pracownicy. Wyobrażam sobie siebie siedemdziesięcioletnią, potrafiącą śmiać i luzować się jak dziecko, wygłupiać jak szalona małolata, a jednocześnie rozumieć tych, którzy przechodzą przez kolejne stadia życia. Ideał dojrzałego człowieka to ten, kto zachowuje świeżość, ale i powagę. I dzięki temu ma wokół siebie różnych ludzi w różnym wieku.
Lustro pokazuje mi dorosłą osobę. Nie chodzi tu jednak o zmarszczki i inne zmiany w ciele. Pokazuje, że czas mija, a z nim zmieniam się, rozwijam, zawsze jestem o krok za tym, czego życie ode mnie wymaga. Wciąż improwizuję, wciąż nie umiem tego, co powinnam. I niech Potęga Posępnego Czerepu broni mnie przed tym, abym kiedykolwiek uznała, że wiem wszystko, wszystko przeżyłam i jestem nieomylna. To śmierć za życia spowodowana przez butę i głupotę. To nie jest dojrzałość. To tępota. Brońmy się przed tym jak możemy. Dojrzewajmy w słońcu. W ciemnej piwnicy nie ma życia. Są tylko duchy i pajęczyny.
sobota, 1 lipca 2017
Pożywienie
Pożywienie dla ciała to rzecz trywialna - warzywa, owoce, mięso (niekoniecznie dla wszystkich), zboża, tłuszcze, orzechy, woda, herbata, piwo, powietrze, etc...
Skupiam się bardzo na tym, by jakość pożywienia, które dostarczam swojemu ciału była jak najlepsza. Dbam też o wysiłek fizyczny - spacery, kijki, joga, gimnastyka z hantlami.... i to świetnie. Czuję się fizycznie i emocjonalnie coraz lepiej. Tylko że... może czegoś w tej układance brakuje.
Pożywienie emocjonalne. Skupienie na relacjach. Zwrócenie uwagi na swoje uczucia. Branie je pod uwagę. Nad tym pracuję.
Pożywienie intelektualne. Zaniedbuję się pod tym względem. Jestem intelektualnie rozmemłana. Cel na przyszłość - czytać, czytać, czytać. I tworzyć.
Pożywienie duchowe. Dla ateisty zazębia się ze sferą intelektualną i emocjonalną. Pamiętać, co dla mnie ważne. Co się w życiu liczy. Że mniej czasem znaczy więcej. Że miłość jest solą życia.
Karmienie siebie (i innych) każdego dnia nie jest rzeczą trywialną. Wymaga uwagi. Nie zagłodźmy się na śmierć. Fizycznie, intelektualnie, emocjonalnie, duchowo. Jedzmy wartościowe pożywienie.
Chleba naszego powszedniego Wam wszystkim!
Skupiam się bardzo na tym, by jakość pożywienia, które dostarczam swojemu ciału była jak najlepsza. Dbam też o wysiłek fizyczny - spacery, kijki, joga, gimnastyka z hantlami.... i to świetnie. Czuję się fizycznie i emocjonalnie coraz lepiej. Tylko że... może czegoś w tej układance brakuje.
Pożywienie emocjonalne. Skupienie na relacjach. Zwrócenie uwagi na swoje uczucia. Branie je pod uwagę. Nad tym pracuję.
Pożywienie intelektualne. Zaniedbuję się pod tym względem. Jestem intelektualnie rozmemłana. Cel na przyszłość - czytać, czytać, czytać. I tworzyć.
Pożywienie duchowe. Dla ateisty zazębia się ze sferą intelektualną i emocjonalną. Pamiętać, co dla mnie ważne. Co się w życiu liczy. Że mniej czasem znaczy więcej. Że miłość jest solą życia.
Karmienie siebie (i innych) każdego dnia nie jest rzeczą trywialną. Wymaga uwagi. Nie zagłodźmy się na śmierć. Fizycznie, intelektualnie, emocjonalnie, duchowo. Jedzmy wartościowe pożywienie.
Chleba naszego powszedniego Wam wszystkim!
Subskrybuj:
Posty (Atom)