Nie jestem religijna. Nie wierzę nawet w boga. Ale widzę, że wiele tak zwanych "chrześcijańskich wartości", czy "duchowych wartości", czy "religijnych wartości", kryje w sobie wielką moc. Jak to sobie tłumaczę? Sądzę po prostu, że są to LUDZKIE WARTOŚCI, przez religie jedynie skodyfikowane i niejako przejęte.
Wartością, której siłę zaczęłam ostatnio rozumieć jest nadzieja. Rozwój wewnętrzny człowieka pobudzany jest przez różne bodźce i ilu ludzi, tyle historii. Zauważyłam, że tym, co najbardziej wpłynęło na mój rozwój, moje dojrzewanie, były przeszkody, problemy, zagrożenia i różnego rodzaju cierpienie, jakie napotykałam na swojej drodze. W obliczu przeciwności można poddać się albo wstać po raz kolejny i walczyć. Aby walczyć warto mieć jasne zrozumienie tego, dlaczego warto dbać o życie i o siebie. A aby dążyć do tego celu, który nam przyświeca, trzeba mieć nadzieję. Nic nie będzie z wyłażenia z dołu, jeśli nie mam nadziei, że z niego wyjdę - do słońca. Oprócz wiary w to, ze słońce tam jest i że warto je zobaczyć, muszę mieć silną NADZIEJĘ, że je zobaczę. Nadzieja to postawa, która wszystko zmienia. Ona niejako"oświetla" moją drogą i sprawia, że widzę sens wyrzeczeń. I walki. Nadzieja daje siłę i otuchę. I pozwala spuścić trochę napięcia i cieszyć się życiem. Na co dzień.
wtorek, 11 kwietnia 2017
sobota, 25 marca 2017
Girlpower
Nie ma nic bardziej inspirującego, wzruszającego, motywującego i dodającego siły niż kontakt z mądrymi, silnymi, wrażliwymi, pięknymi kobietami. Młodsze czy starsze, matki, żony, kochanki, narzeczone, koleżanki są siłą dziewczyny. Mam olbrzymią wdzięczność w sercu i umyśle za każdą z moich pięknych, niesamowitych koleżanek. Mogę przejrzeć się w nich jak w lustrze, mogę zapomnieć o sobie, mogę poczuć miłość, solidarność, współczucie, lojalność, podziw. Dziewczyny, jesteście niesamowite. Niebywałe. Jedyne w swoim rodzaju. Faceci są super. Są naprawdę spoko. Ale nie ma nic lepszego niż zajebista laska. Kobietki! Bądźmy z siebie nawzajem dumne. Wspierajmy się. I dążmy do bycia super starymi babkami. Takimi z jajem. Takimi, którym nikt nie podskoczy. Bo z każdą zmarszczką jesteśmy piękniejsze. Z każą łzą lepsze. Z każdą raną mądrzejsze.
Girl You rule! Niech moc będzie z dziewczynami! Peace :)
Girl You rule! Niech moc będzie z dziewczynami! Peace :)
sobota, 11 marca 2017
Potęga image'u
Jak to jest?Jestem dorosłą kobietą, szczęśliwą mężatką, lubię muzykę, spacery, smaczne jedzenie, towarzystwo przyjaciół, YouTube'a i marudzenie, uważam się za osobę względnie inteligentną i raczej niepowierzchowną... a schudnięcie kilku kilogramów przyjmuję jako olbrzymi sukces, wkładam wysiłek w fitness i przestrzeganie pór i jakości posiłków, po to, by za kilka miesięcy zmieścić się w mniejsze spodnie. Pusta? Czy po prostu zwyczajna kobieta? Oczywiście wprowadziłam lżejszy i aktywniejszy tryb życia również dla zdrowia, jednak element CAŁKOWITEGO niezadowolenia z własnej powierzchowności grał pierwsze skrzypce i dominującą rolę w motywacji. Nie wiem, czy to tylko ja, ale gdy jestem w miarę zadowolona z tego, co widzę w lustrze, jestem weselsza, radośniejsza, pewniejsza siebie i szczęśliwsza. Sama nie do końca rozumiem ten fenomen. Jednak estetyczny element powierzchowności gra olbrzymią rolę w mojej samoocenie i samopoczuciu.
Oczywiście bardzo się cieszę, że chudnę, także ze względów zdrowotnych. I cieszę się z osiągania celów fitnessowych. Ale najbardziej cieszę się z błysku w oku, z wyżej podniesionej głowy, z kokieterii, z odzyskiwanego poczucia atrakcyjności.
Nie chcę się oceniać. Wydaje mi się, że kokieteria to po prostu część kobiecej osobowości. Ładny wygląd jakoś potrzebny mi jest do szczęścia i nie zamierzam się cenzurować. Jeśli uszczęśliwia mnie węższa talia i lżejszy chód - so be it! Pusta? Może. Kobieca? Na pewno :)
Oczywiście bardzo się cieszę, że chudnę, także ze względów zdrowotnych. I cieszę się z osiągania celów fitnessowych. Ale najbardziej cieszę się z błysku w oku, z wyżej podniesionej głowy, z kokieterii, z odzyskiwanego poczucia atrakcyjności.
Nie chcę się oceniać. Wydaje mi się, że kokieteria to po prostu część kobiecej osobowości. Ładny wygląd jakoś potrzebny mi jest do szczęścia i nie zamierzam się cenzurować. Jeśli uszczęśliwia mnie węższa talia i lżejszy chód - so be it! Pusta? Może. Kobieca? Na pewno :)
sobota, 4 lutego 2017
Gdy mi wszystko jedno...
Już pod koniec grudnia dopadł mnie bluesowy nastrój. Fatalna kondycja psychiczna. Ciągła walka ze sobą. Czuję się przemęczona, smutna, zrezygnowana, bez ikry. Nie mam siły.
Zwykle w takich sytuacjach starałam się robić to, co wydawało mi się, że chcę i powinnam robić.
I oczywiście są rzeczy, które muszę robić, jak praca i higieniczny tryb życia. Na szczęście nie mam wielu dodatkowych obowiązków, więc postanowiłam spuścić powietrze z kół.
Nie mam siły? - odpoczywam. Nie mam chęci? - nie zmuszam się. Nie czuję tego? - nie robię tego. Odpoczywam, płaczę, smucę się, złoszczę, śpię, odpoczywam, smucę się, złoszczę...
Nie wiem, dokąd ta droga mnie zaprowadzi.
Ale czuję że nie chcę więcej walczyć ze sobą.
Miłość polega nie tylko na wymaganiach, głównie na akceptacji. Akceptuję swoje słabości, swoją niemoc. Nie mogę? Nie mogę. To nie mogę. I nie będę.
Mam nadzieję na olśnienie, a może umrę zrezygnowana.
Ale po prostu nie mam siły.
Ufam fali, a dokąd mnie zaniesie?
??????
Zwykle w takich sytuacjach starałam się robić to, co wydawało mi się, że chcę i powinnam robić.
I oczywiście są rzeczy, które muszę robić, jak praca i higieniczny tryb życia. Na szczęście nie mam wielu dodatkowych obowiązków, więc postanowiłam spuścić powietrze z kół.
Nie mam siły? - odpoczywam. Nie mam chęci? - nie zmuszam się. Nie czuję tego? - nie robię tego. Odpoczywam, płaczę, smucę się, złoszczę, śpię, odpoczywam, smucę się, złoszczę...
Nie wiem, dokąd ta droga mnie zaprowadzi.
Ale czuję że nie chcę więcej walczyć ze sobą.
Miłość polega nie tylko na wymaganiach, głównie na akceptacji. Akceptuję swoje słabości, swoją niemoc. Nie mogę? Nie mogę. To nie mogę. I nie będę.
Mam nadzieję na olśnienie, a może umrę zrezygnowana.
Ale po prostu nie mam siły.
Ufam fali, a dokąd mnie zaniesie?
??????
niedziela, 1 stycznia 2017
Życzę sobie wyluzować.
Każdy z nas czegoś sobie życzy w Nowym Roku. Ja jestem kotem, który lubi chodzić swoimi drogami. To, co mi w tym przeszkadza, to moja potrzeba bycia w porządku wobec wszystkich. "W porządku". Chciałabym w swojej głowie robić to, co powinnam, czuć to, co powinnam, traktować innych jak powinnam, etc. Otóż nic nie powinnam. W Nowym Roku chcę być lojalna wobec siebie. Chcę wyluzować, czuć, lenić się, śmiać, olewać i chcę, żeby mi z tym było dobrze. Mi ma być dobrze ze sobą, nie innym. Jak się nie podoba, do niezobaczenia. Luzując człowiek (i kot) odnajduje własną drogę. Chcę kroczyć własną drogą i nikogo za to nie przepraszać. Olewać tych, co irytują, olewać tych, co chcą coś bez przerwy, olewać tych, którzy są beznadziejni. Olewać z góry ciepłym moczem. Mam dość wchodzenia wszystkim w dupę. Mam dość podporządkowywania swojego życia opinii innych. To nie ja. To efekt wychowania w opresyjnym społeczeństwie. Powiem w Nowym Roku, że mam gdzieś, co myślicie. Idę swoją drogą i olewam to drzewko, które mi się podoba. Jak pies? Jak kot? Jak ślimak? Jak zwierzę, które nikogo nie przeprasza, po prostu jest. Tego sobie życzę. Do siego roku!
niedziela, 18 grudnia 2016
Piękna muzyka poważna
Wychowałam się w jej dźwiękach. Towarzyszyła mi w szkole muzycznej, w rozmowach z ojcem, w licealnych wieczorach, na studiach, na koncertach, teraz, w tej chwili słucham jej z YouTube'a. Jest coś nieprawdopodobnego w magicznym świecie, na jaki otwiera nas dobry utwór muzyki poważnej, Kolory, przestrzenie, rytmy, emocje, wyobrażenia, poruszenia ciała i trzewi... to przeżycia, na które nie jestem gotowa codziennie. Są naprawdę intensywne. Wzruszające. Nastrojowe. Klimatyczne. Przerażające lub kojące. Każdy instrument ma swoją barwę, każdy motyw ma swoje dążenie, przebieg i kontynuację. Słuchanie muzyki poważnej jest trochę jak medytacja - tyle że nie skupiam się na oddechu, czy przepływie myśli, ale na dźwiękach i wyobrażeniach, skojarzeniach i reakcjach, jakie wywołują. Jest coś w obcowaniu z pięknem i wielkością geniuszu co sprawia, że czuję się maleńka i zapominam o sobie. Arogancja, pretensje, żale, wszystko to ucisza się kiedy konfrontuję się z SIŁĄ muzycznego przekazu. To jak wysokie góry lub ocean - wielu ludzi odda wszystko za wycieczkę w góry. Bo to jest jak mistyczne przeżycie, kiedy słyszy się coś tak wielkiego i pięknego, ma się ten zaszczyt, jest się w tej muzyce, jest się jej częścią - mimo że samemu jest się tak niepozorną kobietą... Są sprawy na tym świecie, które mają prawdziwą moc oddziaływania i kształtowania naszych charakterów. Które nas jednocześnie sprowadzają do pionu i uszlachetniają. Muzyka poważna jest jednym z tych fenomenów. Oczywiście nie jest dla każdego. Nic nie jest dla wszystkich. Ale do tych wszystkich, którzy kochają poważkę - piątka. Kochacie coś niesamowitego, co ubogaca wasze życie. Rozumiemy się bez słów. Hashtag #Beethoven nie jest dla wszystkich, ale ci, którzy wiedzą, o czym piszę - wy wiecie, o czym piszę ;)
Tyle ode mnie.
Wracam do Wieniawskiego :)
Tyle ode mnie.
Wracam do Wieniawskiego :)
wtorek, 6 grudnia 2016
Zmysłowe odprężenie
Zapachy: świeżo zaparzonej kawy, oleju kokosowego, czekolady, perfum, kwiatów, ciasta, psa, dziecka, świeczki, kadzidła; dźwięki: śpiew ptaków, szum windy, monotonia słów, klaksony ruchu ulicznego, rytm muzyki; dotyk: mokrego ręcznika, kociej sierści, nieogolonego policzka męża, gorącego kubka herbaty, miękkiej ręki koleżanki; smaki: pomarańczy, chleba, masła, marchewki, miodu, wina, cytryny; widok: śmietnika z rana, wschodu słońca, kwitnącej mirabelki, śniegu, wróbli, córki, żony, męża, ojca, reklamy....
Za dużo myślę. Myślę, że to, że często boję się i jestem spięta wynika stąd, że za dużo dzieje się w mojej głowie. Myśli spinają. Plany stresują. Krytyka paraliżuje. Nie jestem miła dla siebie. To, co pomaga mi się odprężyć, to świadomy, przytomny, zmysłowy kontakt ze światem. Prawdziwa wiedza i prawdziwa radość biorą się ze zmysłowej interakcji ze światem. Chcę wyłączyć wewnętrzny dialog i zanurzyć się w fali wrażeń. Poddać się odczuciom i towarzyszącym im emocjom. Dać się uwieść zapachom i smakom. Żyć chwilą, bez komentarza.
To dla mnie najlepszy sposób na relaks. Wyłączyć fonię swoich myśli i otworzyć zmysły na świat. Wsłuchać się w odgłosy, spojrzeć w niebo, pogłaskać psa. Odetchnąć głęboko i być w chwili. Jak w lesie, w jeziorze, w słońcu, w wędrówce, w wietrze, w biegu, w deszczu, w pędzie, w tańcu, w muzyce, w akcie twórczym, w inspiracji. Być w chwili, bez krytyki i bez sensu. Słowa się przecenia. Rozumowania się przecenia. Szczęście jest w zmysłach i emocjach. Tu jest prawda. Tu jest moja jedność ze światem. Tu jest moje znaczenie - bez sensu i bez znaczenia.
Za dużo myślę. Myślę, że to, że często boję się i jestem spięta wynika stąd, że za dużo dzieje się w mojej głowie. Myśli spinają. Plany stresują. Krytyka paraliżuje. Nie jestem miła dla siebie. To, co pomaga mi się odprężyć, to świadomy, przytomny, zmysłowy kontakt ze światem. Prawdziwa wiedza i prawdziwa radość biorą się ze zmysłowej interakcji ze światem. Chcę wyłączyć wewnętrzny dialog i zanurzyć się w fali wrażeń. Poddać się odczuciom i towarzyszącym im emocjom. Dać się uwieść zapachom i smakom. Żyć chwilą, bez komentarza.
To dla mnie najlepszy sposób na relaks. Wyłączyć fonię swoich myśli i otworzyć zmysły na świat. Wsłuchać się w odgłosy, spojrzeć w niebo, pogłaskać psa. Odetchnąć głęboko i być w chwili. Jak w lesie, w jeziorze, w słońcu, w wędrówce, w wietrze, w biegu, w deszczu, w pędzie, w tańcu, w muzyce, w akcie twórczym, w inspiracji. Być w chwili, bez krytyki i bez sensu. Słowa się przecenia. Rozumowania się przecenia. Szczęście jest w zmysłach i emocjach. Tu jest prawda. Tu jest moja jedność ze światem. Tu jest moje znaczenie - bez sensu i bez znaczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)