sobota, 18 stycznia 2025

Rozumienie kruchości rzeczy



Nie jest łatwą rzeczą w pełni uświadomić sobie, a tym bardziej zaakceptować skończoność. Kruchość młodości, relacji, rzeczy materialnych i ludzkiego, a także zwierzęcego życia. Trudno jest funkcjonować z myślą o tym na co dzień. Wydaje się, ze lepiej podejmować decyzje z nastawieniem optymistycznym i wiarą w trwałość. Jednak jest to zasadniczy błąd. Dopiero rozumiejąc swoją skończoność i tak naprawdę mały własny wpływ na swoją i ogólną rzeczywistość - możemy żyć w zgodzie ze swoją zwierzęcą i ludzką naturą.

Zastanawiałam się ostatnio, czy nasza zwierzęca natura rzeczywiście stoi w kontrze do Boga i do chrześcijańskich wartości. Teoretycznie religia to prawo, świadomość dobra i zła oraz powinności. Duchowość kojarzy się często z siłą charakteru i obowiązkowością. Jednak wkładem Chrześcijaństwa do religijnego zespołu idei jest miłość, którą co prawda rzeczywiście trudno zdefiniować, ale która może być rozumiana jako zaufanie. Ptaki niebieskie nie sieją i nie orzą, a Bóg daje im wszystko, czego potrzebują do życia. Oczywiście naiwnością jest myślenie o szczęśliwym życiu poza marginesem społecznym, przynajmniej dla większości z nas. Jednak wobec świadomości kruchości naszego istnienia na tej ziemi w zasadzie dobrze jest mieć pewien dystans do dóbr - materialnych, intelektualnych i społecznych.

Nie chodzi tu o bunt. Chodzi o umiejętność puszczenia kontroli nad życiem, gdyż ta idea nam nie pomaga i jest całkowicie absurdalna. Bycie człowiekiem oczywiście zakłada moralność, jednak czy rzeczywiście moralność zasadza się tylko na powinnościach i stosowaniu się do utartych norm i obowiązujących powszechnie w otoczeniu wartości? Czy nie lepiej kierować się empatią, współczuciem i miłosierdziem, także do samego siebie? Miłosierdzie nie musi oznaczać braku oceny innych i nas samych. Nie oznacza też braku odpowiedzialności. To akceptacja, że ocena i odpowiedzialność są tylko jednym z szeregu elementów ludzkiego działania. I że człowiek w istocie jest zupełnie niedoskonały, całkowicie omylny i nie posiada kontroli nad biegiem wydarzeń. Choć momentami może tak się wydawać - życie jest rzeką, która czasami płynie spokojnie, na której robią się wiry, występują wodospady, wartki nurt i rozlewiska. Płyniemy tą rzeką i aby nie utonąć - musimy dostosować się do jej nurtu. Zaufać.

sobota, 11 stycznia 2025

Im dalej tym większy ładunek



Żyje człowiek na tym świecie i im jest starszy, tym większy jest ładunek - rzeczy, relacji, wspomnień, wdzięczności i nienawiści - to ciąży i nie pozwala na swobodę i wolność. Jak żyć, gdy tyle zobowiązań spoczywa na mnie, pętając naturalne odruchy? Ciążenie codzienności, ten beznadziejny kierat bezsensownych działań, które jak praca szaleńca nie mają ani końca ani sensu.

Gnam gdzieś donikąd jak pies za własnym ogonem, w amoku myśli, które nie są moje i wierzeń, które wzięły się nie wiem skąd i nie mają dla mnie znaczenia. Smoke and mirrors, więc nie widać co za mną i co przede mną, tylko mgłę, która nie pozwala jasno zobaczyć gdzie jestem, skąd przyszłam i dokąd zmierzam.

Ładunek przyziemności, ten kat kreatywności i szczęścia, zmienia mnie w martwą, ziemistą bryłę zoranej gleby. Tak jak świeże błoto niezdolna jestem do nabrania kształtu i nie ma we mnie lekkości. Ginę pod pługiem codziennego syzyfowego bezsensu. A ponieważ jestem ziemią, do ziemi wrócę, a ponieważ duszę zgubiłam po drodze - w tej ziemi zostanę i mnie nie będzie, choć i teraz już nie ma.



niedziela, 5 stycznia 2025

Wybory



Wybory to nie tylko wydarzenie polityczne. To każdy proces decyzyjny, który przeprowadzamy. Czy wybrać flat white, czy americano bez mleka. To może być dla nas istotny wybór, przy którym musimy rozważyć czynniki takie, jak nasz nastrój, stan ciała i ducha oraz pewnie też cenę. Większość naszych codziennych "wyborów" podejmujemy jednak bezrefleksyjnie. Aby wybór był wyborem, musi być świadomy, zakłada znajomość alternatywnych opcji, między którymi - wybieramy.

Właściwy nam światopogląd, w tym zbiór wartości stanowiący jego podstawę często jest wynikiem wychowania i wpływu środowiska, w którym żyjemy. Nasze wybory są wtedy bezrefleksyjne, to automatyzmy. Są jednak sytuacje, kiedy napotykamy poważny problem, jakiś dysonans, czy emocjonalny, czy poznawczy, który stawia ów archetyp światopoglądowy pod znakiem zapytania.

Niewątpliwie rozwój intelektualny i emocjonalny wiąże się z tym, że musimy zmierzyć się z okresami zwątpienia i kwestionowania tego, w co do tej pory wierzyliśmy i tego, co sądziliśmy. Musimy wtedy dokonać najistotniejszego wyboru - jakie wartości są dla nas priorytetem.

Niestety life's a bitch i jedna decyzja w życiu nie wystarczy. Nasze przekonania i rozumienie świata ulegają przewartościowaniu częściej, niż nam się to podoba. i w końcu przychodzi moment, kiedy zdecydować się trudno - nie da się zostać przy tym, co było, ale krok w nowe budzi lęk i wątpliwości - zupełnie zresztą zrozumiałe.

Rdzeń naszej osobowości zasadza się na tym, co dla nas w życiu najważniejsze. Więc przedefiniowanie tego wprowadza trwałą i znaczącą zmianę w tym, kim jesteśmy. Nie jest to łatwe i nie jest to miłe. A ponieważ wybory są świadome - znasz plusy i minusy zmiany. I nie wiesz, co ostatecznie przeważy - korzyści, czy straty. Zrozumienie tego, że nic w tym życiu nie jest dane na zawsze, że nie wiemy jako ludzie praktycznie nic i działamy na ślepo jest gorzką pigułką do przełknięcia. Więc jedyne, co możemy zrobić to podejmować decyzje, które jak najmniej zaszkodzą otoczeniu i przede wszystkim - nam samym.


sobota, 4 stycznia 2025

Starość, ależ to szok!



Starość dopada cię znienacka, to przewrotna dziwka. Niezapowiedziana, chłodna suka, nie daje o sobie znać, aż jest za późno. To nie o to chodzi, że to i owo boli a ryj staje się wczorajszy. To nie o to chodzi, że z lustra straszy obraz kogoś, kto nie jest tobą.

Starość sprawia, ze nagle jesteś otoczony dorosłymi ludźmi, którzy są dziećmi, a ich rodzice są młodsi od ciebie. Napotykasz wszędzie idee, które są obce, niezrozumiałe i oczywiście natychmiast stwierdzasz, że za moich czasów to...

Starość dobija cię i przybija gwoździem, kiedy wszystko wydaje się już tak dziwne, że masz ochotę wyjść, opuścić tę imprezę i żeby nikt od ciebie nic nie chciał. I nie zostawiasz na siebie żadnych namiarów.

niedziela, 29 grudnia 2024

Czy lepiej być zdrowym, czy czuć?



Oczywiście prawie każdy czuje. Nie każdy ma empatię, ale każdy pewnie coś tam czuje. Uczucia przeciętnego człowieka poddają się ogarnięciu w ramy zwykłego, codziennego życia i normalnego zachowania. Są jednak tacy, który przeżywają może nie więcej, ale inaczej. To znaczy nie potrafią zdrowo żyć. Chcą tych wykańczających emocji, rozchwiania, dzikich fantazji, wariactwa.

Od bycia wariatem człowiek się uzależnia. Świetnie być na emocjonalnym haju. Świetnie robić wszystko inaczej, przekraczać granice, puścić się wolno i jazda. Oraz przeżywać ból i cierpienie z tak uwodzicielskim dramatyzmem.

Wmawiamy sobie, ze jesteśmy kolejnym Van Goghiem, Salvadorem Dali i Fryderykiem Nietsche. Że nasze szaleństwo jest właśnie tym, co czyni nas wyjątkowymi, niebanalnymi, prawdziwymi.

I nie wiem, jak to jest. Bycie zdrowym człowiekiem jest dobre.

Ale bycie wariatem jest też dobre.

To nie ma większego znaczenia, więc bądź zdrowy lub szalony! Jak chcesz.

niedziela, 24 listopada 2024

Dlaczego tak trudno zrozumieć Boga?



Bóg nie jest do zracjonalizowania. I moim zdaniem to błąd religii, a zwłaszcza teologii, ze próbują wyjaśnić za pomocą języka to, na co nie ma słów. Bóg wymyka się racjonalnemu ujęciu. Co oczywiście nie znaczy, że w sposób, zwłaszcza metaforyczny czy artystyczny, nie jesteśmy w stanie wyrazić Jego istoty.

Bóg nie jest Tym, który wyłania się z nauk Kościołów. Bunt, który często czują osoby takie, jaką dawniej byłam i ja, nie jest w istocie buntem przeciwko Bogu. Jest buntem przeciwko Jego obrazowi, którego jesteśmy nauczani.

Bóg nie nienawidzi. Nie daje miłości, żeby nas za nią ukarać. Żeby nam ją odebrać. Nie doświadcza nas, żeby zadać nam cierpienie. Nie jest milczący, nie jest okrutny. Okrutni są ludzie. I przyroda. Bóg należy do innego porządku. W którym my wszyscy mamy udział, czy o tym wiemy, czy nie. Czy tego chcemy, czy nie.

Bóg jest tuż obok. I jest niezależnie, czy go widzimy, czujemy, czy jest to dla nas ważne, czy nie. Bóg zawsze jest dla nas pomocą. Brak Boga to brak pomocy, a nie potępienie. Wiara to zawsze coś więcej w naszym życiu. Brak wiary to nie odebranie, to ubóstwo z wyboru.

Nie wiem, jak poznałam Boga. Ale wiem, że zawsze widziałam Go w najlepszych ludziach, jakich spotkałam na swojej drodze. Nie uwierzyłam w Niego. To On zdecydował, że mogę Go poznać.

No ale tego nie opiszę słowami. Bo to, co duchowe nie podlega językowej dyspucie. Puste przetasowania terminów logicznych nie służą do rozmowy o porządku Boskim. Służą tylko oddaniu cesarzowi tego, co cesarskie.


poniedziałek, 11 listopada 2024

Za kim pójść, by iść bezpiecznie, za kim dojść do celu?



Większość ludzi operuje w zgodzie z pewnymi wytycznymi, standardami, wartościami, które ukształtowały ich charaktery i które afirmuje ich otoczenie.

Ja nie jestem takim człowiekiem. Ja jestem człowiekiem zagubionym, który nie wie za kim iść i dokąd właściwie ma dojść.

Nie wiem, kim jestem, kim powinnam być, kim chcę być. Z czyją opinią liczę się najbardziej. Jaki właściwie jest mój światopogląd. Na co mam, a na co nie mam siły. Co jest dla mnie nie tak istotne, a co najważniejsze.

Nie wiem, czy ważniejsza jest nienawiść, czy przebaczenie. Przyjaźń, czy miłość. Wolność czy przyzwoitość. Rodzina, czy duma.

Nie wiem, czy lepiej mi z lewa, czy z prawa. Czy zarabiać, czy żyć. Oszczędzać, czy wydawać.

Nie wiem, czy ważniejsze jest zdrowie, czy normalność. Dążenie, czy poddanie. Trud, czy obojętność.

Nie wiem, czy trzeba chcieć i ufać, czy rezygnować i na oślep szukać nadziei.

Nie wiem, czy wiara daje sens.

Nie wiem, czy chcieć żyć, czy w pokoju umrzeć.