Tak mi magicznie, lekko, kolorowo... Myślę o tym, co piękne, co wzruszające, co podniosłe. Jest mi dobrze i jestem szczęśliwa. Proste? No niekoniecznie.
Po kilku dniach kiepskiego nastroju, marnej motywacji i pragnienia łóżka o każdej możliwej porze doby, zniechęcenie chwilami osiąga poziom zenitu. Obowiązki nie odpuszczają, ale mędząca ja też nie odpuszcza. Więc nie dość, że muszę użerać się z codziennością, to muszę użerać się ze sobą. Cudownie! Mam wszystkiego dość i czuję silny instynkt ucieczki. I najchętniej nie brałabym siebie ze sobą. Do tego jest zimno, pada śnieg i mamy niż. Bardzo ciężko mi zachować optymizm, motywację i radość życia. To znaczy intelektualna motywacja jest na miejscu, ale emocjonalnie chcę wrócić do stanu embrionalnego. Totalnego nieróbstwa i braku odpowiedzialności.
Staram się oszukać mózg i uśmiechać, oddychać głęboko, koncentrować się na wdzięczności, pięknie i radości. To tak jak branie suplementu. Pomaga, ale nie czuję natychmiastowego kopa. Wierzę mimo to, że pozytywne wysiłki, które czynię, na dłuższą metę działają na moją korzyść. Bo mimo, że emocjonalnie jestem zniechęcona marnie się czuję - nie poddaję się, nie załamuję, nie rezygnuję z planów. Nie czuję przypływu szczęścia w chwilach najgorszego doła, ale też się w nim nie pogrążam. Długofalowo pozytywne myślenie działa. Nie czyni cudów, ale utrzymuje mnie na powierzchni.
Biorę witaminę C i choruję. Wierzę jednak, że gdybym jej nie brała, chorowałabym częściej i poważniej. Jestem wdzięczna za to, co mam, mimo to miewam chwile zwątpienia, nienawiści i niechęci. Wierzę jednak, że gdybym nie dbała o higienę psychiczną, zrezygnowałabym ze wszystkiego.
Zdrowie - fizyczne, emocjonalne, psychiczne - jest nie do przecenienia. Nie jest niezawodne, ale im bardziej o nie dbam, tym mniej mnie zawodzi. Higiena oczyszcza - nos z kataru, ducha ze złości. I choć trzeba się hartować w niesprzyjających warunkach, aby się nie załamać, ważna jest suplementacja - lub wspieranie kondycji pozytywnymi działaniami.
Wyznanie wiary optymistki? Może. Ale spokojnej, zadowolonej z życia optymistki. Ha!
środa, 30 listopada 2016
czwartek, 24 listopada 2016
Bóg czyli natura
Nie wierzę w boga osobowego. Nie jestem wyznawczynią żadnej religii. Przez uduchowienie rozumiem rozwój intelektualny i emocjonalny, wrażliwość na świat, drugiego człowieka i sztukę. Nie wierzę w nieśmiertelną duszę. Myślę, że gdy umrę - nie będzie mnie, nie będę miała świadomości. Ale będę częścią wszechświata w tym sensie, że materia, która dziś mnie tworzy, pozostanie. Pozostanę może w sercach kilku osób, które zostawię za sobą, tak jak moi zmarli kochani żyją w moim sercu. Czy mam jakąś ideę boga, która jest mi sympatyczna? Trudno mi na to odpowiedzieć, gdyż religie w krwawej, zazdrosnej formie, w jakiej przejawiają się w społeczeństwach są dla mnie obrzydliwe. I bogowie tych religii są dla mnie odrażający.
W XVII wieku w Holandii żył filozof o nazwisku Baruch Spinoza, który głosił tezy monizmu ontologicznego, co oznacza, że uważał, że byt jest jeden i niepodzielny. Ten jeden, niepodzielny byt, wszechświat, często nazywał bogiem. W tym sensie bóg był wszystkim, wszystko w sobie zawierał i był ostateczną przyczyną i ostatecznym celem.
Tak pojęty bóg to po prostu natura, świat, wszystko, co jest. Nie ma taki bóg nic wspólnego z osobowym mściwym zazdrośnikiem Starego Testamentu. Taka idea boga, którego częścią jesteśmy wszyscy, który jest naszym źródłem i przenika wszystko, jest chyba jedyną ideą bóstwa, która jest mi sympatyczna. Jak Matka Natura ze Smurfów. To po prostu kwestia nomenklatury. Czy byt nazwiemy światem, wszechświatem, materią, bogiem, naturą, przyrodą, uniwersum - chodzi o jedno. Czyli o wszystko, co jest.
Jesteśmy częścią świata. Nie sądzę, by świat ten miał jakiś obiektywny duchowy wymiar. Jednak to wszystko, co jest, w swojej nieprawdopodobnej różnorodności jest tak magiczne, że naszym umysłom i naszym emocjom jawi się jako nadprzyrodzone. Nie widzę sensu, by w świecie doszukiwać się dodatkowego duchowego pierwiastka poza "magią"rozmaitości, w jakie "ubiera się" materia. Chcę być częścią tego wszechświata. Nawet jeśli nazwiemy go bogiem.
W XVII wieku w Holandii żył filozof o nazwisku Baruch Spinoza, który głosił tezy monizmu ontologicznego, co oznacza, że uważał, że byt jest jeden i niepodzielny. Ten jeden, niepodzielny byt, wszechświat, często nazywał bogiem. W tym sensie bóg był wszystkim, wszystko w sobie zawierał i był ostateczną przyczyną i ostatecznym celem.
Tak pojęty bóg to po prostu natura, świat, wszystko, co jest. Nie ma taki bóg nic wspólnego z osobowym mściwym zazdrośnikiem Starego Testamentu. Taka idea boga, którego częścią jesteśmy wszyscy, który jest naszym źródłem i przenika wszystko, jest chyba jedyną ideą bóstwa, która jest mi sympatyczna. Jak Matka Natura ze Smurfów. To po prostu kwestia nomenklatury. Czy byt nazwiemy światem, wszechświatem, materią, bogiem, naturą, przyrodą, uniwersum - chodzi o jedno. Czyli o wszystko, co jest.
Jesteśmy częścią świata. Nie sądzę, by świat ten miał jakiś obiektywny duchowy wymiar. Jednak to wszystko, co jest, w swojej nieprawdopodobnej różnorodności jest tak magiczne, że naszym umysłom i naszym emocjom jawi się jako nadprzyrodzone. Nie widzę sensu, by w świecie doszukiwać się dodatkowego duchowego pierwiastka poza "magią"rozmaitości, w jakie "ubiera się" materia. Chcę być częścią tego wszechświata. Nawet jeśli nazwiemy go bogiem.
piątek, 11 listopada 2016
Magia codziennych rytuałów
Są dni z lepszym samopoczuciem, są dni z gorszym samopoczuciem. Czasami wszystko idzie jak z płatka, czasami jak po grudzie. Niektóre dni przynoszą masę radości, inne są tragiczne. To, co daje mi poczucie bezpieczeństwa wśród tych życiowych sztormów to porządek, struktura, plan.
Nie jestem osobą super pilną, super obowiązkową, super pracowitą. Radość, szczęście i spokój daje mi doza luzu. Jednak dzień całkiem przebimbany zostawia we mnie kaca i poczucie obrzydzenia do samej siebie. Lubię osiągnięcia, ale także pewną sensowną kolejność spraw następujących po sobie w sposób logiczny i przewidywalny. Jest chyba w tym coś z magii, coś z zaczarowywania rzeczywistości. Nasz świat jest zmienny, nieokiełznany, dziki. Struktura i porządek narzucone sobie dają mi (pozorne rzecz jasna) uczucie kontroli i sensu. Przywiązuję się do codzienności, do pór, posiłków, rytuałów, toalet, makijaży, lektur, herbat, prac, porządków, fitnessów, gotowań, zmywań, spacerów. Jak dziecko do zabawek.
Bo czy nie jest trochę tak, że bawimy się w dorosłe życie? Wrzuceni w rzeczywistość, która od nas nie zależy, udajemy że rozumiemy świat, że stanowimy jego rozumną część, ale tak naprawdę przestawiamy tylko zabaweczki. Czasem tak mi się zdaje. Zabawa to jednak przyjemność. Pobawię się jeszcze w swój codzienny świat, zbudzona budzikiem z rana, ukołysana muzyką w nocy, a między tymi granicami, trzymając się liny ważnych-nieważnych spraw, by nie utonąć w oceanie wątpliwości, lęków i rozpaczy. Rytuały dnia codziennego są jak koło ratunkowe. Trzymają na powierzchni. Tylko czasem wzburzona faja ochlapie... to nic. Słońce wysuszy, deszcz zmoczy, ale dryfować będę do końca. Kołysząc się na fali w rytm muzyki jazzowej. Tak!
Nie jestem osobą super pilną, super obowiązkową, super pracowitą. Radość, szczęście i spokój daje mi doza luzu. Jednak dzień całkiem przebimbany zostawia we mnie kaca i poczucie obrzydzenia do samej siebie. Lubię osiągnięcia, ale także pewną sensowną kolejność spraw następujących po sobie w sposób logiczny i przewidywalny. Jest chyba w tym coś z magii, coś z zaczarowywania rzeczywistości. Nasz świat jest zmienny, nieokiełznany, dziki. Struktura i porządek narzucone sobie dają mi (pozorne rzecz jasna) uczucie kontroli i sensu. Przywiązuję się do codzienności, do pór, posiłków, rytuałów, toalet, makijaży, lektur, herbat, prac, porządków, fitnessów, gotowań, zmywań, spacerów. Jak dziecko do zabawek.
Bo czy nie jest trochę tak, że bawimy się w dorosłe życie? Wrzuceni w rzeczywistość, która od nas nie zależy, udajemy że rozumiemy świat, że stanowimy jego rozumną część, ale tak naprawdę przestawiamy tylko zabaweczki. Czasem tak mi się zdaje. Zabawa to jednak przyjemność. Pobawię się jeszcze w swój codzienny świat, zbudzona budzikiem z rana, ukołysana muzyką w nocy, a między tymi granicami, trzymając się liny ważnych-nieważnych spraw, by nie utonąć w oceanie wątpliwości, lęków i rozpaczy. Rytuały dnia codziennego są jak koło ratunkowe. Trzymają na powierzchni. Tylko czasem wzburzona faja ochlapie... to nic. Słońce wysuszy, deszcz zmoczy, ale dryfować będę do końca. Kołysząc się na fali w rytm muzyki jazzowej. Tak!
niedziela, 30 października 2016
Nie marudź!
Ciężko mi nie marudzić, bo marudzi mi się ciągle w głowie. Z nudów. Ze znużenia codziennością. Ze smutku. Z niewygody. Z głodu. Z kaszlu (angina). Ze zmęczenia - marudzeniem. Z nudów. Chyba z tym marudzeniem muszę postąpić tak jak z wszelką negatywnością - zignorować i zastąpić czymś pozytywnym. Radością. Wdzięcznością. Rozsądkiem. Zajęciem. Inspiracją.
Życie jest za krótkie na to, by być malkontentem. Narzekać można zawsze. Zawsze znajdzie się powód. Ale cieszyć się, w mojej sytuacji, mogę zawsze również. Uśmiechnąć. Roześmiać. Wziąć głęboki oddech i po prostu nie wierzyć - nie wierzyć, że jest źle, nudno, smutno. Jest dobrze. Ten dzień jest dobry. Można coś stworzyć. Można dostrzec piękno w świecie. Można się czegoś dowiedzieć. Można się zadziwić.
Nie chcę ulegać małym stronom mojego charakteru. Nie chcę, żeby mój negatywizm dyktował to, jak żyję, co robię, jak się czuję. Mam wrażenie, że jestem radosną osobą zamkniętą w klatce obaw i niezadowolenia. Sama się jednak w niej zamknęłam. Wierząc swoim myślom. Wierząc przelotnym nastrojom. Poddając się, ulegając nudzie.
Wyjść z tej klatki niewiary w siebie i przygnębienia, lęku, tworzyć, cieszyć się życiem, marzyć. Tego chcę dla siebie.Nie marudzę więcej. Idę żyć!
Życie jest za krótkie na to, by być malkontentem. Narzekać można zawsze. Zawsze znajdzie się powód. Ale cieszyć się, w mojej sytuacji, mogę zawsze również. Uśmiechnąć. Roześmiać. Wziąć głęboki oddech i po prostu nie wierzyć - nie wierzyć, że jest źle, nudno, smutno. Jest dobrze. Ten dzień jest dobry. Można coś stworzyć. Można dostrzec piękno w świecie. Można się czegoś dowiedzieć. Można się zadziwić.
Nie chcę ulegać małym stronom mojego charakteru. Nie chcę, żeby mój negatywizm dyktował to, jak żyję, co robię, jak się czuję. Mam wrażenie, że jestem radosną osobą zamkniętą w klatce obaw i niezadowolenia. Sama się jednak w niej zamknęłam. Wierząc swoim myślom. Wierząc przelotnym nastrojom. Poddając się, ulegając nudzie.
Wyjść z tej klatki niewiary w siebie i przygnębienia, lęku, tworzyć, cieszyć się życiem, marzyć. Tego chcę dla siebie.Nie marudzę więcej. Idę żyć!
piątek, 21 października 2016
Jestem cipą.
Życiową łajzą. Mięczakiem. Słabeuszem. Wkurza mnie moja własna niekonkretność, poddawanie się wobec przeszkód, lękliwość, ustępliwość. Poczucie bezpieczeństwa mam w ciepłym domu, bez stresu, z pełną michą i ciepłą herbatą. Nienawidzę adrenaliny, boję się przygód, podróże wywołują we mnie agorafobię. Upośledzona. Marna. Ślimak schowany w swojej skorupie. Mało ambitna męczydusza.
Nie mam do siebie szacunku. Mam dość braku kręgosłupa. Chcę marzyć, wyznaczać sobie cele i dążyć do ich osiągnięcia. Nie chcę być cipą - uległą i spoconą. Chcę być dumnym, zwycięskim, wyprężonym chujem :P
Nie mam do siebie szacunku. Mam dość braku kręgosłupa. Chcę marzyć, wyznaczać sobie cele i dążyć do ich osiągnięcia. Nie chcę być cipą - uległą i spoconą. Chcę być dumnym, zwycięskim, wyprężonym chujem :P
sobota, 8 października 2016
Namiętności
Chcę napisać coś o namiętnościach. Jest tyle pokus, tyle pobudek dla moich zmysłów, tyle uczuć, tyle pożądań, tyle pragnień. W różnych sferach. W zakupach, w jedzeniu, w seksie, w miłości, w głodzie wiedzy (nie wiem, czy to dotyczy wielu ludzi), w pożądaniach związanych z karierą, pozycją, pieniędzmi etc.
Z tymi pożądaniami jest tak, jak to ilustruje przykład łakomstwa. Zachciewa mi się ciasta - prosta sprawa, idę do kafejki, wyciągam kilkanaście złotych z portfela i zjadam wielki kawał tortu czekoladowego. Z pewnością jest to przyjemność. I z pewnością nie umiałabym nigdy zrezygnować z takich przyjemności. Złapałam się jednak na tym, że pożądania z innych sfer - mody, kosmetyków, wiedzy, fitnessu: wszystkie te pożądania chciałam spełniać w okamgnieniu. Chciałabym w krótkim czasie mieć świetną kondycję. Albo znaczne oszczędności. Albo widzę, że modne są botki, więc NATYCHMIAST chcę mieć podobne. Albo podoba mi się mężczyzna... rozumiecie.
Oczywiście można żyć próbując sięgać po wszystkie te obiekty pragnień. Mnie to jednak nie uszczęśliwia. Wręcz przeciwnie - przytłacza mnie to. Jestem kobietą z natury stałą w uczuciach, przywiązującą się do osób, otoczenia, instytucji, sytuacji. Nie chciałabym spać z każdym facetem, który wpadł mi w oko. Nie chciałabym zdradzić męża. Nie chciałabym przetracić wszystkich pieniędzy na napełnianie brzucha, zabiegi kosmetyczne i biżuterię. Nie chciałabym strawić całego wolnego czasu ( bo czas jest wielką wartością ) na chodzenie do fitness klubów, czy czytanie kolejnych książek, po to tylko, by zaspokoić swoją próżność.
Zdałam sobie sprawę, że nie chcę wszystkiego, czego chcę i nie chcę zaspokajać swoich zachcianek.
Każdy jednak jest inny, każdemu dobrze robi co innego. Dla mnie dobry jest spokój, umiar, harmonia. A dzikie żądze można choć trochę zaspokoić - w wyobraźni ;)
Z tymi pożądaniami jest tak, jak to ilustruje przykład łakomstwa. Zachciewa mi się ciasta - prosta sprawa, idę do kafejki, wyciągam kilkanaście złotych z portfela i zjadam wielki kawał tortu czekoladowego. Z pewnością jest to przyjemność. I z pewnością nie umiałabym nigdy zrezygnować z takich przyjemności. Złapałam się jednak na tym, że pożądania z innych sfer - mody, kosmetyków, wiedzy, fitnessu: wszystkie te pożądania chciałam spełniać w okamgnieniu. Chciałabym w krótkim czasie mieć świetną kondycję. Albo znaczne oszczędności. Albo widzę, że modne są botki, więc NATYCHMIAST chcę mieć podobne. Albo podoba mi się mężczyzna... rozumiecie.
Oczywiście można żyć próbując sięgać po wszystkie te obiekty pragnień. Mnie to jednak nie uszczęśliwia. Wręcz przeciwnie - przytłacza mnie to. Jestem kobietą z natury stałą w uczuciach, przywiązującą się do osób, otoczenia, instytucji, sytuacji. Nie chciałabym spać z każdym facetem, który wpadł mi w oko. Nie chciałabym zdradzić męża. Nie chciałabym przetracić wszystkich pieniędzy na napełnianie brzucha, zabiegi kosmetyczne i biżuterię. Nie chciałabym strawić całego wolnego czasu ( bo czas jest wielką wartością ) na chodzenie do fitness klubów, czy czytanie kolejnych książek, po to tylko, by zaspokoić swoją próżność.
Zdałam sobie sprawę, że nie chcę wszystkiego, czego chcę i nie chcę zaspokajać swoich zachcianek.
Każdy jednak jest inny, każdemu dobrze robi co innego. Dla mnie dobry jest spokój, umiar, harmonia. A dzikie żądze można choć trochę zaspokoić - w wyobraźni ;)
piątek, 23 września 2016
Chmury
Lubię patrzeć w niebo, czasami zadziwia mnie jakie spektakle dzieją się nad naszymi głowami. Chmury zawsze poprawiają mi nastrój. Bo formują się w najróżniejsze, niepowtarzalne konfiguracje.
Uczucia, nastroje, emocje, przychodzą do nas jak pogoda i niepogoda. Nie znoszę zimna i deszczu. Nie znoszę też negatywnych nastrojów jak złość, rozpacz, niechęć, wstręt, pogarda, nienawiść, smutek.
Są one nieuchronne jak burze i śnieg z deszczem. I tak samo jak chronię się przed deszczem w ciepłym pomieszczeniu, albo przynajmniej pod parasolem, przed niepogodą w sercu chowam się w ramionach męża, w rozmowie z bliską osobą, w miękkim kocim futerku, w kawiarni przy ciastku, słuchając muzyki, etc.
Nieszczęście jest nam pisane i nieuchronne jak zima. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezbronni. Znajdźmy swoje schronienie na niepogodę. I czekajmy aż chmury rozwieje wiatr i ukaże się piękne słońce.
Uczucia, nastroje, emocje, przychodzą do nas jak pogoda i niepogoda. Nie znoszę zimna i deszczu. Nie znoszę też negatywnych nastrojów jak złość, rozpacz, niechęć, wstręt, pogarda, nienawiść, smutek.
Są one nieuchronne jak burze i śnieg z deszczem. I tak samo jak chronię się przed deszczem w ciepłym pomieszczeniu, albo przynajmniej pod parasolem, przed niepogodą w sercu chowam się w ramionach męża, w rozmowie z bliską osobą, w miękkim kocim futerku, w kawiarni przy ciastku, słuchając muzyki, etc.
Nieszczęście jest nam pisane i nieuchronne jak zima. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezbronni. Znajdźmy swoje schronienie na niepogodę. I czekajmy aż chmury rozwieje wiatr i ukaże się piękne słońce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)