Każdy z nas jest niewolnikiem, czy tego chcesz, czy nie. Powtarzam to za kultowym zespołem Tilt.
Jak to jest. Zasoby naszej planety wystarczyłyby, żeby wykarmić wszystkich. Jeśli jest lek, czy terapia dlaczego nie udostępnić ich chorym?
Jesteśmy wszyscy zaprzężeni do pługa, który sunie swój obłąkany taniec po ziemskim poletku.
Kiedy widzę zbiórkę na rzecz ciężko chorego dziecka, aby mogło polecieć gdzieś za granicę i ratować życie, to mnie krew zalewa.
Nie jest to do przyjęcia.
Jednak my wszyscy potakujemy do rytmu codziennych absurdów, w które wtłoczeni jesteśmy od dnia urodzenia.
Społeczeństwo żąda od nas spłaty długu, którego niegdy nie zaciągaliśmy. Pcha do szkoły, pcha do kościoła, pcha do ciotki na imieniny, pcha do pracy, małżeństwa i rodzicielstwa...
Pcha i tak dajemy się wepchnąć, aż serce nam stanie gdzieś między spotkaniem z klientem a przerwą na lunch. I tak się razem w tym pchaniu przepychamy. Ty pchasz mnie, ja pcham ciebie, bo kołowrotek idiotyzmu to jedyny swiat, jaki znamy.
A spróbuj z niego zeskoczyć, z tego diabelskiego młynu. Albo Cię zabiją, albo z powrotem wciągną, albo sam się tam z powrotem grzecznie zgłosisz. Bo boisz się być wolny. Bo wyrzuty sumienia i poczucie winy względem społeczeństwa zatrują twoje szczęście.
I każda zmiana, która działa na naszą korzyść okupiona jest cierpieniem. Cierpieniem zadawanym przez otoczenie. I cierpieniem zadawanym samemu sobie.
Szczęście i wolność to oczywiście mrzonki. Jednak absurd ludzkiego świata i nieszczęście, które ten świat generuje przekraczają pojęcie. Dlatego gdy wpłacisz następnym razem datek na zbiórkę dla dziecka z nowotworem pomyśl o tym, że twoje oburzenie ma sens. I że to nie tak miało być. I ze ten świat jest dziełem szalonego demiurga, nie ma sensu, nie ma duszy i nie służy nikomu, nawet tym, którzy bogacą się na upiornej umowie społecznej.
Czy Bóg jest, czy go nie ma - piekło jest tu na ziemi. Świat ludzki jest jedym wielkim wiadrem krabów, które nawzajem pilnują się i uniemożliwiają ucieczkę.
Gdybym wierzyła, że to ma sens, może uciekłabym gdzieś do lisiej nory i zabiła się dechami. Tylko co ma zrobić człowiek w lisiej norze? Zmienić się w lisa? W drzewo, może w hubę? Czy to wolność czy raczej uschnięcie intelektu? Mówi się, że głupiec jest szczęśliwy. Oddając świadomość i zdolność rozumowania nie będę już człowiekiem, będę grzybem albo mchem. A czy grzyb jest szczęśliwy lub wolny? Pewnie nie. Ale cudownie nie wie o tym. Nie wie też o tym, że jest sobą. Nie wie, że jest grzybem, nic nie wie.
Być głupcem lub grzybem, być niewolnikiem lub nieszczęśnikiem... tercium non datur?
Wielkiego przebudzenia nie będzie. Zerwania okowów nie będzie. Godności ludzkiej nie będzie.
Co będzie?
To samo. Aż Matka Ziemia strząśnie z siebie stonkę ludzką. I będą już tylko mchy i porosty, zwierzęta i potoki, puszcze i knieje, czyste oceany.
I nie będzie poezji, bo nie będzie poetów. Jedyne pieśni rozniesie górskie echo. I ziemia będzie siebie nieświadoma. I tylko to echo...



















